Rowerowy apel: niech nikt nie boi się poznańskich ulic!

rowerzystkaCzy realizacja rowerowych postulatów zakorkuje Poznań? Czy na poznańskich ulicach można się czuć bezpiecznie? Tadeusz Mirski, prezes Sekcji Rowerzystów Miejskich, odpowiada na głosy radnych w sprawie rowerowych inwestycji.

Niedawno radny Tomasz Wierzbicki zaproponował wydzielenie pasów rowerowych na kilku ulicach w centrum Poznania. W odpowiedzi na łamach Głosu Wielkopolskiego pojawiły się dwa artykuły z wypowiedziami radnych Marka Sternalskiego i Małgorzaty Dudzic-Biskupskiej, pełnych obaw, czy przez realizację rowerowych postulatów nie zakorkuje się całe miasto. Padło wiele mocnych słów – ale czy naprawdę jest się czego obawiać?

Czy przez uprzedzenia pozwolimy na marnotrawstwo?

Czy wiedzą Państwo, jaką szerokość mają pasy ruchu na poznańskich ulicach? W wielu przypadkach 3,5 metra – czasem też więcej. Tymczasem typowe auto ma mniej niż 2 metry. Każdy dodatkowy centymetr ułatwia szybką jazdę. 3,5 metra to akurat tyle, ile wymaga się na ekspresówkach z limitem prędkości 120 km/h. Mówienie o miejskich autostradach w Poznaniu nie jest więc na wyrost. Szerokie pasy kuszą niespełnionych rajdowców do urządzania wyścigów pod naszymi oknami. Czy naprawdę nikomu to nie przeszkadza?

Po mierzącym 1,5 metra pasie rowerowym żadne dodatkowe auto by nie przejechało. Według propozycji radnego Wierzbickiego pasów dla samochodów zostanie tyle samo, znikną z nich tylko rowerzyści. Czy to nie jest świetny układ? Sprawdza się we Wrocławiu. Nowe pasy nie spowodowały tam pojawienia się korków. Rowerzystów za to jeździ znacznie więcej niż u nas.

Wszyscy chcemy czuć się bezpiecznie

W tym momencie przypomnieć trzeba istotny zarzut Małgorzaty Dudzic-Biskupskiej wobec pasów rowerowych: „Ja osobiście z moimi dziećmi nie wjechałabym na taką ścieżkę, ponieważ bałabym się o ich bezpieczeństwo”. Wiem, że podobnie powie wielu rodziców. I w pełni ich rozumiem! Sam nie czuję się bezpiecznie na Moście Dworcowym czy Trasie Chwaliszewskiej. Chcę zatem zapewnić, że w mojej działalności będę rekomendował wszystkie takie rozwiązania, które sprawią, że Pani Radna będzie gotowa korzystać z nich na rowerze ze swoimi dziećmi.

Nie wolno nam akceptować miasta, w którym mieszkańcy boją się normalnie funkcjonować. Jeśli rower ma być realną alternatywą dla innych środków transportu – jeśli chcemy po prostu dać poznaniakom możliwość wyboru, trzeba zapewnić ludziom takim jak Pani Radna poczucie bezpieczeństwa.

Wzdłuż głównych arterii, gdzie samochody najbardziej się rozpędzają, powinny więc rzeczywiście zostać wytyczone wydzielone drogi dla rowerów podobne do tej na ulicy Polskiej. Jednak przy spokojniejszych ulicach, zwłaszcza wokół centrum, wystarczą pasy rowerowe. Na ulicy Winogrady Pani Radna pewnie już teraz nie obawiałaby się pojechać rowerem. I o to właśnie chodzi.

Czy naprawdę mamy wybór?

Zupełnie inne uwagi ma Pan Radny Marek Sternalski. Straszy mieszkańców Poznania brakiem wyboru po stworzeniu przestrzeni dla rowerzystów, zupełnie ignorując fakt, że właśnie dziś wielu osób – takich jak jego koleżanka z partii – tego wyboru pozbawia.

Chciałbym w tym miejscu zaapelować o zakończenie infantylnej dyskusji o tym, czy rowerzyści chcą zmuszać kierowców aut do przesiadania się na dwa kółka. Zawsze są osoby, które chcą, muszą i będą jeździły samochodami. Niech to spokojnie robią. Nam w Rowerowym Poznaniu chodzi o to, żeby pozostali mogli jeździć inaczej. Żeby się nie bali jak dzisiaj. Jeśli damy im trochę przestrzeni, zapewnimy bezpieczeństwo – przesiądą się na rowery i zwolnią miejsca na ulicach. To w samochodowych, a nie rowerowych miastach są największe korki.

Rowerzyści vs. niepełnosprawni? Tego jeszcze nie było!

Marek Sternalski w wypowiedzi dla Głosu Wielkopolskiego próbuje stawiać w opozycji rowerzystów z rodzicami, seniorami i osobami niepełnosprawnymi. Nie jest to uczciwe z jego strony. Miasto, o jakim marzymy, to miasto przyjazne dla wszystkich tych grup. Opiniując i przedstawiając projekty, zawsze zwracamy uwagę na ich potrzeby. To miejskie autostrady, a nie drogi dla rowerów, są największymi barierami dla tych osób. I każda z nich pojedynczo kosztuje więcej niż cała rowerowa infrastruktura.

Drobne rzeczy, które mają wielkie znaczenie

Chociaż pozornie wypowiedzi Marka Sternalskiego i Małgorzaty Dudzic-Biskupskiej są podobne w wymowie, to obie dzieli prawdziwa przepaść. Marek Sternalski po prostu sobie nie wyobraża poznaniaków na rowerach, nie mieści mu się w głowie, że ktoś może mieć dzieci, pracę, a i tak jeździć rowerem. Pani Radna wręcz przeciwnie. Wyobraża sobie siebie w tej roli, ale szczerze mówi, że dzisiejsza infrastruktura wzbudza w niej strach.

Właśnie to chcemy zmienić. Niech nikt się nie boi poznańskich ulic. Mój rowerowy postulat jest prosty: stwórzmy bezpieczną infrastrukturę rowerową dla Pani Małgorzaty Dudzic-Biskupskiej i jej dzieci! Tylko tyle.

 

Informacja: Artykuł miał się ukazać na łamach Głosu Wielkopolskiego, gdzie opublikowano wcześniej krytyczne wobec aktywnej polityki rowerowej teksty. Niestety, przez ponad dwa tygodnie nie doczekaliśmy się jego publikacji.

 

Fot. 1: flickr.com/photos/7131730@N04/3739932987, CC BY 2.0

Fot. 2: własne