Projekt budżetu Poznania na 2018 r. Czerwone światło dla rowerów

W projekcie budżetu Poznania na 2018 r. zapisano bardzo mało środków na budowę najważniejszych, obiecanych mieszkańcom dróg rowerowych. Nie ma pieniędzy na budowę całej trasy rowerowej wzdłuż ul. Grunwaldzkiej. Kwoty na kilka ujętych w budżecie rowerowych inwestycji są za małe, żeby można było je zrealizować. Efekt? Rok 2018 będzie kolejnym, w którym niewiele rowerowo się zmieni. Na tle innych polskich miast wypadamy pod tym względem bardzo słabo. Czas skonfrontować wyobrażenia ze smutną rzeczywistością.

Wyobrażenia kontra rzeczywistość

W naszym mieście bardzo dużo się mówi o drogach rowerowych („całe miasto podporządkowane rowerom”, „wszędzie wymalowane drogi rowerowe”), ale faktycznie niewiele się ich buduje. Wydajemy za mało nie tylko, by dogonić inne polskie miasta, ale nawet by widzieć ich plecy. Konkurencja nie tylko dawno temu nas wyprzedziła, ale rozpędzona jedzie dalej, podczas gdy poznański rower z inwestycjami stoi w serwisie i toczą się nad nim mało merytoryczne debaty. O walce w wyższej lidze z miastami europejskimi możemy przy tym poziomie inwestycji na drogi rowerowe zapomnieć.

W Krakowie chwalą się, że na rowerową infrastrukturę w przyszłym roku przeznaczonych zostanie 67,5 mln zł (88 zł na mieszkańca), we Wrocławiu 31 mln zł (49 zł na mieszkańca), w Warszawie 77,6 mln zł (44 zł na mieszkańca). Nawet mała (choć powiększona niedawno obszarowo) Zielona Góra planuje wydać taką samą kwotę co Wrocław (31mln zł czyli 228zł na mieszkańca). Z naszymi 13,6 mln zł (uwzględniając już 4,25 mln zł na rekreacyjną Wartostradę, 1,55 mln zł „wywalczonych” w budżecie obywatelskim jeszcze w głosowaniu w 2016 r. oraz 700 tys. zł na remonty nawierzchni dróg rowerowych) wypadamy bardzo blado: 25 zł na mieszkańca. W poprzednich latach było równie mizernie.

Obietnice bez pokrycia w pieniądzach

Rada miasta w maju tego roku uchwaliła Program Rowerowy. Tym samym nasze miasto przyjęło na siebie bardzo konkretne zobowiązanie: zbudowania 150 km najważniejszych tras rowerowych do 2022 r. Tylko na nie powinniśmy przeznaczać co roku ok. 20-30 mln zł. Z tego zobowiązania miasto nawet nie próbuje się wywiązać. W projekcie budżetu na 2018 przewidziano na ich budowę (nie licząc Wartostrady i 700.000 zł na dokumentację) tylko 4,5 mln zł na ul. Grunwaldzką. To za mało, by ją zbudować, bo potrzeba na nią 12 mln zł i miasto o tym doskonale wie.

Nie zabezpieczono też pieniędzy na realizację Programu Rowerowego w przyszłych latach. Wszystkie inwestycje planowane na kolejne lata powinny być wpisywane do Wieloletniej Prognozy Finansowej. Zabezpieczenia wydatków na Program Rowerowy próżno tam szukać. Puchną za to segregatory z kolejnymi analizami, wariantami, koncepcjami i projektami, które nie są realizowane. Można obok nich postawić segregator z naklejką „Program Rowerowy”.

Na razie przy takim poziomie finansowania, trasy z Programu Rowerowego nie powstaną w 2022 r., ale 8-12 lat po terminie, i to przy założeniu, że nie będą finansowane żadne inne rowerowe inwestycje.

Co wpisano, co pominięto?

Jak wygląda mizerny budżet na inwestycje rowerowe w 2018 r.? Oprócz wspomnianej wcześniej Wartostrady (4,25 mln zł) największa pozycja (4,5 mln zł) to budowa drogi rowerowej (i przy okazji nowych chodników) wzdłuż ul. Grunwaldzkiej. To za mało o 7,5 mln zł, żeby cała trasa mogła powstać.

Mieszkańcy północnych osiedli mogą się cieszyć z 800 tys. zł na drogę rowerową wzdłuż Umultowskiej i Połabskiej. Ale powinni też wiedzieć, że aby cała trasa mogła powstać, brakuje aż 5 mln zł.

Na wykonanie pasów rowerowych wzdłuż ul. Murawa zarezerwowano 300 tys. zł, a na przejazd rowerowy przez Lechicką, na wysokości ul. Murawa – 100 tys. zł. I w zasadzie to wszystko, co miasto dało „od siebie”.

Pozostałe inwestycje wywalczyliśmy w przedostatniej edycji budżetu obywatelskiego (PBO 2017). To Rowerowa Wilda, Rowerowy pakiet dla Górczyna, Junikowa i Ławicy, Słowiańska Trasa Rowerowa oraz trasa wzdłuż ul. Szymanowskiego. Łącznie zapisano na nie 1,55 mln. Do realizacji dwóch ostatnich projektów potrzebna będzie rezerwa, której nie ma. To może spowodować „efekt domina” – jeśli z powodu braku pieniędzy nie powstaną pasy rowerowe na ul. Słowiańskiej, to będzie problem ze zrobieniem pasów na ul. Murawa, bo oba projekty są ze sobą powiązane.

Możemy zapomnieć też o innych rzeczach, które mogłyby i powinny powstać w 2018 r.: o drodze rowerowej wzdłuż Dolnej Wildy (brakujący odcinek do centrum), ważnym przejeździe rowerowym przez Solną na wysokości Kościuszki – Kulasa, a nawet o tak prostej inwestycji jak brakujący kawałek drogi rowerowej na ul. Bukowskiej, przy płocie szpitala na wysokości ul. Polnej.

Symbole trzymają się mocno

Nadal przy Starym Browarze stoi znak – symbol „rowerzysto, przeprowadź rower 70 m”. Symbol zacofanego myślenia o mieście poprzednich władz i zmarnowanych szans władz obecnych, które wycofały się z rozszerzenia strefy Tempo 30, co automatycznie oznaczało utrzymanie stanu obecnego, z kompromitującą miasto „dziurą” w drodze rowerowej pod Starym Browarem. To symbol pokazujący miejsce w szeregu mieszkańcom poruszającym się pieszo lub rowerem, stłoczonym razem na 150-centymetrowym chodniku między murem a barierką, w samym centrum miasta, na ulicy, która zgodnie ze strategicznymi dokumentami miejskimi powinna pełnić funkcję rowerowej obwodnicy centrum i być objęta przyjazną dla pieszych strefą Tempo 30.

Inny podobny symbol to wspomniana już wyrwa w zbudowanej na Euro 2012 drodze rowerowej wzdłuż ul. Bukowskiej. Na wysokości szpitala przy ul. Polnej droga rowerowa niespodziewanie kończy się na jego płocie. Wyrwa prosta do załatania, niebudząca większych emocji, bo nie ingerująca w jezdnię dla aut ani miejsca parkingowe. Ale w projekcie budżetu na przyszły rok nie uwzględniono 200.000 zł na tak prostą rzecz.

Mity o rowerowym mieście Poznaniu

Nie doczekaliśmy się w obecnej kadencji zbudowania ani jednej, kompletnej trasy rowerowej łączącej przedmieścia z centrum. Najdłuższym oddanym odcinkiem jest pieszo-rowerowa Wartostrada, mająca przede wszystkim znaczenie rekreacyjne i budowana „w krzakach”, co nie powoduje konfliktów. Część mieszkańców swoje błędne wyobrażenia o skali rowerowych inwestycji w Poznaniu zbudowała na podstawie zmian, jakie zaszły w 2016 r. na raptem kilku ulicach w centrum: Św. Marcin, Ratajczaka i 27 Grudnia – Plac Wolności. A prawda jest taka, że inwestycje na drogową infrastrukturę rowerową to zaledwie 1,1% wszystkich miejskich inwestycji (2,5% , jeśli brać pod uwagę tylko inwestycje komunikacyjne).

Emocje budzi w Poznaniu wprowadzenie tak prostej rzeczy, jak kontraruch, czyli możliwość jazdy w obu kierunkach rowerem na ulicach, które dla aut są jednokierunkowe. Myślicie, że to poznańska specjalność? W Poznaniu ulic z kontraruchem jest kilkadziesiąt. Gdańsk ma od lat kontraruch na ponad 200 ulicach jednokierunkowych, Kraków właśnie oficjalnie ogłosił i chwali się, że w przyszłym roku na 200-lecie roweru będzie w mieście 200 ulic z kontraruchem. Nawet w Radomiu wszystkie ulice jednokierunkowe mają kontraruch. To przede wszystkim rowerowe ułatwienie dla osób, które przy takich ulicach mieszkają, dobre na ostatnie kilkadziesiąt metrów dojazdu do domu. Ale kontraruch nie zastąpi budowy głównych tras – bezpiecznych, odseparowanych od aut dróg rowerowych.

Czekamy na poprawki

Mieszkańcy, którzy wybierają w swoich codziennych podróżach rower, i ci, którzy tego zrobić nie mogą, bo nadal czekają na bezpieczną, rowerową infrastrukturę, mogą czuć się zaprezentowanym przez prezydenta Jacka Jaśkowiaka projektem budżetu mocno zawiedzeni i rozczarowani.

Przypominamy, że radni głosując za przyjęciem Programu Rowerowego wiedzieli, ile będzie kosztować i do kiedy ujęte w nim trasy należy zbudować. Wiedział to też prezydent Jacek Jaśkowiak. Czas pokazać, że prezydent i rada miasta traktują przyjęte na siebie zobowiązania poważnie. Czekamy na poprawki do budżetu, dzięki którym Program Rowerowy nie będzie kolejnym, martwym miejskim dokumentem. Jeśli nadal będziemy udawać, że “jakoś to będzie” i ignorować sukcesy miast, które na transport rowerowy postawiły – niewiele się u nas zmieni. Korki i smog będą z roku na rok jeszcze większe, a wraz z nimi – frustracja mieszkańców.

Infografiki: Karol Raniszewski